Ciemność i dźwięk

Ciemność pozwala wyostrzyć zmysły – zwłaszcza zmysł słuchu. Przy zgaszonych światłach stajemy się bezbronni wobec dźwięku. Doskonale wie o tym ARTur Moon – muzyk, artysta, twórca wyjątkowego projektu pt. Koncert w Ciemności.

Koncert w Ciemności to…

To coś więcej niż koncert.

Performance?

Experience, unikalne doświadczenie. W Nowym Jorku poznałem pewnego specjalistę od PR. Dużo rozmawialiśmy o moich pomysłach artystycznych. Ten gość uświadomił mi, że powinienem uproduktywnić moje koncerty. To było kilka ładnych lat temu. Wtedy tego rodzaju strategie były w Polsce nieoczywiste.

W jaki sposób zacząłeś wdrażać swoją koncepcję?

Zaczęło się od projektu pt. Na Leżakach. Do udziału w tym projekcie zaprosił mnie Arek Hronowski. Miałem wystąpić przed Leszkiem Możdżerem. Zacząłem się zastanawiać w jaki sposób zaaranżować swój występ. Nie chciałem grać Chopina. Wtedy w mojej głowie zrodził się pomysł pt. Chillout Impression. Z perspektywy czasu uznaję to za symboliczny początek.

Czekaj… Granie dla ludzi na leżakach uważasz za przełomowy moment? Brzmi to trochę kuriozalnie…

Stary! Nie masz pojęcia jak mocno wsiąknąłem w ten projekt. Owszem – dla części osób będzie to granie dla ludzi popijających drinki na leżakach. Dla większości uczestników był to rodzaj muzycznej medytacji. I pod tym kątem tworzyłem strukturę spektaklu. Chciałem wprowadzić odbiorców w relaksacyjny stan. Uwierz mi – to nie jest łatwe.

Wróćmy do Koncertów w Ciemnościach. Jak rozumiesz ciemność?

Na początku ciemność była dla mnie po prostu brakiem światła. Z upływem czasu stała się czymś więcej…

Jak przebiega spektakl?

Nie da się tego jednoznacznie opisać. Każdy Koncert w Ciemności jest zjawiskiem niepowtarzalnym. Jak wspominałem na wstępie – mamy do czynienia z unikalnym doświadczeniem. Na piątkowym spektaklu odbiorca może zaznać ukojenia. Dzień później może się wściec. Wpływ na te stany ma mnóstwo czynników. Kluczowe to miejsce oraz ekspresja.

Na początku koncerty w ciemności stanowiły rodzaj pewnego procesu terapeutycznego, który jak wskazuje nazwa – odbywał się przy zgaszonych światłach. W tym momencie jest już to forma złożonego widowiska. Na części koncertów pojawia się klimatyczna gra świateł, pojawiają się wokalizy. Nie zawsze są to zaplanowane aranże. Bardzo często mamy do czynienia z improwizacją w każdej z form składających się na spektakl. Dlatego każde z tych wydarzeń jest niepowtarzalne.

Trudno to sobie wyobrazić. Możesz podać nam jakiś przykład?

Gdańsk. Ostatni spektakl przybrał formę mistycznego show. Zaaranżowałem złożoną koncepcję świetlną, która nawiązywała swą formułą do statku kosmicznego. Chcemy rozbudować tę konfigurację i poszerzyć ją o zastosowanie wody na scenie, która będzie imitować gwiazdy. Kilka dni później realizowaliśmy spektakl w Olsztynie. Przez cały okres jego trwania mieliśmy do czynienia z całkowitą ciemnością. Dlaczego…? Bo tak to czułem. Taki rodzaj ekspresji mi w tym momencie towarzyszył.

Nawet regularny uczestnik Twojego spektaklu nie wie czego może się spodziewać.

To prawda. Nigdy nie zrobiłbym czegoś, co jest identyczne i powtarzalne. Takie jest moje podejście do sztuki. W sztuce nie ma jednego czasu i jednej przestrzeni. Każde z miejsc, każdy odbiorca, każda sytuacja są niepowtarzalne. Staram się ujmować daną sytuację w taki sposób, aby wyciągnąć z niej najwięcej jak to tylko możliwe.

Jak reaguje publiczność?

Tego też nie da się jednoznacznie określić. Wśród publiczności znalazły się osoby, które poprzez uczestnictwo w spektaklu zmieniły swoje życie. Koncert w Ciemności pozwala przeniknąć w głąb siebie. Dla niektórych taka podróż jest uleczeniem ran z przeszłości. Są również tacy, którzy dzięki temu doświadczeniu dostrzegają swoją przyszłość. Mamy tu do czynienia z inspiracjami, które mogą powodować przemiany.

Czy któraś z takich przemian zapadła Ci szczególnie w pamięć?

Takich historii jest kilka. Jakiś czas temu otrzymałem długi email od pewnej młodej dziewczyny, która niedawno przeszła śmierć kliniczną. Jak stwierdziła w tej wiadomości – udział w moim koncercie był dla niej mistycznym doznaniem, który jak to określiła – pozwolił znaleźć sens życia. Dzięki temu nabrała wiary w siebie i świat.

Duża odpowiedzialność.

Jestem inspiratorem, przekaźnikiem. Koncert w Ciemności jest moim stanem flow. W takich chwilach czas przestaje istnieć. Podobne odczucia towarzyszą publiczności. Spektakle są zaaranżowane w taki sposób, aby stopniowo i bezpiecznie wprowadzać odbiorców w stan, który umożliwia przemianę. Ale nie każdy jest do tego gotowy.

Choć Twoja oferta wykracza poza ramy klasycznego koncertu – jej rdzeniem wciąż pozostaje dźwięk.

Oczywiście jest on kluczowy. Wyłączając zmysł wzroku – wyostrzamy pozostałe zmysły, a wśród nich – zmysł słuchu. Wówczas dźwięk dociera dosłownie wszędzie. Warto podkreślić, że dźwięk jest uniwersalną formą fali. Płeć, wiek, narodowość, przekonania, wyznanie… W kontekście dźwięków nie mają znaczenia. Dźwięk to cząstka, która pozwala dotrzeć do każdego, ale nie każdy jest w stanie interpretować płynące dźwięki w sposób, który pozwoli zajrzeć wewnątrz siebie.

Jesteś jednym z niewielu artystów, którzy w ten sposób podchodzą do sztuki. Niewielu też może się pochwalić tak złożonym produktem.

Przede wszystkim jestem inicjatorem i liderem tego nurtu. Wiele osób próbowało mnie kopiować, ale zawsze kończyło się to kretesem. Ludzie, którzy próbują mnie naśladować wychodzą z założenia, że wystarczy zgasić światła lub założyć uczestnikom opaski na oczy, a potem coś zagrać na fortepianie. Ja oferuję coś więcej, czyli głębokie doznania wynikające z form muzycznych, psychologicznych, a nawet ezoterycznych. Dlatego regularnie wypełniam sale i jestem z tego bardzo dumny.

  • Tekst: Mateusz Marciniak
  • Foto: Tomasz Gładys
Poprzedni artykuł

Pół miliarda złotych na pożyczki dla pomorskich firm!

Następny artykuł

Event Świąteczny z Licytacją Charytatywną

powiązane artykuły
Total
0
Share